Azyl w krainie Trolli

Coach w kinie

Tak, poprosiłam o azyl. Dlaczego wybrałam krainę Trolli? Bo tam jest kolorowo, radośnie, wszyscy tańczą, śpiewają (no może poza Mrukiem, który na początku nie tańczy i nie śpiewa), przytulają się (przynajmniej raz na godzinę) o czym przypominają melodyjki w zegarkach, tak w zegarkach, bo Trolle nie mają ani telefonów, ani smartfonów, ani laptopów, ani innych urządzeń mobilnych, za to potrafią ze sobą rozmawiać, spędzać miło czas, opowiadać ciekawe historie, robić przestrzennie kolorowe wycinanki, cieszyć się chwilą. Potrafią doceniać poczucie humoru i szanować swoją indywidualność. Wydobywają z opresji przyjaciół, narażając własne życie. Nie zapominają o swojej trudnej historii sprzed lat (kiedy były więzione przez Bergenów), ale nie uprawiają cierpiętnictwa kosztem swoich bliskich.
Potrafią znaleźć jasną stronę każdej sytuacji, ale czasami posłuchać też smutnego Trolla, którego sarkastyczne stwierdzenia pomagają znaleźć konstruktywne rozwiązania.
A w sytuacji krytycznej ten smutny Troll – Mruk weźmie na siebie cały ciężar uratowania Trolli, bez chowania się za innych i bez dorabiania dziwnych ideologii i ogłaszania demagogicznych manifestów… albo zakazów podawania prawdziwych informacji.
Mruk potrafi naprawdę się zmienić… nabrać wielobarwności, przypomnieć sobie, że jest jasna strona życia i wziąć na siebie odpowiedzialność… oraz przyznać się do miłości. Bo miłość potrafi w życiu wiele odmienić… ale ten Mruk kocha Trollkę… a nie jest zakochany tylko w sobie (z wzajemnością).
A potem Trolle potrafią wspólnie uratować też Bergenów – swoich odwiecznych wrogów – przed nimi samymi i przed ich zaślepieniem, i wciskaniem kłamstw przez sterującą decyzjami króla, nienawidzącą wszystkich… kucharką.

Mój azyl trwał prawie dwie godziny i kosztował tyle, co bilet do kina, bo tam właśnie się wybrałam. Polecam Wam film „Trolle”(reż. M. Mitchell), ale nie dajcie sobie wmówić, że nie jesteście dziećmi.
Aha… i róbmy swoje… wielobarwnie, wielowymiarowo i radośnie, nie dając się pesymizmowi żadnych smutasów, demagogów i mruków, bo niestety nie wszyscy z nich są zdolni do prawdziwej miłości i do dobrej przemiany faktycznej, a nie tylko deklarowanej.

Barbara Popławska

Coach

Tekst pochodzi z kulturalnie.waw.pl

7 myśli w temacie “Azyl w krainie Trolli”

  1. zapomnijmy o wszystkich urządzeniach mobilnych, uczmy się od Trolli a może przywrócimy dawno zapomniane umiejętności bycia i smakowania życia:-)

  2. No tak.
    Każda okazja, by nasze wewnętrzne dziecko wyskoczyło spod ciężkich kożuchów dorosłości jest ożywcza. Chętnie się wybiorę do tego azylu nawet na niedługo 🙂
    Tylko nie mogę się powstrzymać przed dodaniem poważnej uwagi, iż ta historia pachnie apokryficzną fantazją, wszak wiemy, że trolle według wszelkich przekazów naukowych to ponure typy o ciężkim poczuciu humoru i niezbyt lotnej wyobraźni, za to często napastliwe. Na szczęście w promieniach słonecznego światła kamienieją, więc nie są aż tak groźne.

  3. I pomyśleć, że do niedawna, u nas też tak było. Teraz jest trochę (a nawet bardzo) inaczej ale należy mieć nadzieję, że tak jak w Krainie Trolli, dojdzie do autentycznej dobrej zmiany i dobrze, że Coach w Kinie namawia suwerena do wybrania się na ten film, a w podtekście do poszukania i w przypadku znalezienia, do uruchomienia szarych komórek. A na razie pozostaje frajda z oglądania Trolli.

  4. Mój mąż, za Virginią Satir-amerykańską psychoterapeutką zajmującą się terapią rodzin, także poleca przytulanie się. Nie pozostaje mi nic innego, jak poddać się tej przyjemności oraz pójść na film. Love is all around, czego wszystkim życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *