Zmiany

Nazwa naszej poradni to „W stronę zmiany”. W stronę – wszystko jedno, czy w lewo, czy w prawo, czy w przód, czy w tył. Powiem więcej – w stronę zmiany można zmierzać paradoksalnie nawet zostając w miejscu (o czym za chwilę). Zmiana jest możliwa zawsze, nawet, jeśli wydaje się, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia.
Z czym kojarzy się zmiana (skojarzenia polityczne, wszystko jedno, czy polskie, czy amerykańskie, zostawmy na boku)? Z rewolucją, nowym porządkiem, stresem, niepewnością, oczekiwaniem, podekscytowaniem… Część z tych skojarzeń wywołuje lęk, część jednak sprawia, że aż chce się poderwać z fotela, żeby wreszcie zacząć zmieniać to, co nam się znudziło, co uwiera jak kamyk w bucie. To, co u jednych wywołuje lęk, innych motywuje do działania.
Niespokojne duchy, ze zdiagnozowanym lub niezdiagnozowanym ADHD, nie wyobrażają sobie życia w miejscu. Dla nich zmiana jest czymś nieodzownym. Nie wytrzymają w jednej pracy dłużej niż kilka lat, a i to tylko pod warunkiem, że praca jest ciekawa i związana ze szkoleniami, podróżami, poznawaniem nowych ludzi. Po wyjściu z pracy biegają, tańczą, imprezują, tylko z rozsądku chodzą spać (nad ranem). Na drugim biegunie są ci, którzy do emerytury pracują w jednym miejscu, codziennie wykonują te same czynności, o 18.30 zaczynają oglądać telewizję, o 22.00 idą spać, w sobotę i niedzielę też wykonują powtarzalne rytuały. Jak to w życiu bywa, występują też typy (przepraszam za słowo) pośrednie, które czasem lubią spokój, a czasem wolą, gdy dużo się dzieje.
Zmiana – coś, co widać. Koleżanki mówią: „jakoś inaczej dziś wyglądasz”, koledzy w pracy podziwiają, że porzuciliśmy etat i hodujemy tresowane muflony w Górach Izerskich, syn zazdrości nowego tatuażu, rodzice są dumni, że ich maluszek właśnie skończył studia. Ale przecież zmiana nie zawsze jest tak spektakularna, wcale nie musi być widoczna od razu. Zmiana może polegać na tym, że zaakceptujemy coś, co do tej pory wywoływało bunt. Bywa, że ten bunt polegał na braku zgody na coś, czego uniknąć się nie da, a energię można było wykorzystać na inne działania (znacie sentencję Marka Aureliusza „Nie należy gniewać się na bieg wypadków, bo to ich nic nie obchodzi”?). Oczywiście nie zachęcam do tego, żeby wszystko przyjmować z pokorą, ale może czasem to jest najwłaściwsze? To jest właśnie ta wspomniana na początku sytuacja, kiedy zmiana może polegać na pozostaniu w miejscu, a to, co się odmieni, może być niewidoczne dla otoczenia, bo nastąpiło w środku, w nastawieniu, przekonaniach, planach.
Lubicie kryzysy? Same w sobie nie należą do życiowych przyjemności. Wiąże się z nimi moc nieprzyjemnych uczuć – większość kryzysów to podróż w nieznane. Nikt nie zagwarantuje, że „po” będzie lepiej niż „przed”. Ale każdy kryzys to jednak okazja do zmiany. Jeśli panicznie balibyśmy się kryzysów, to tkwilibyśmy wciąż w strefie komfortu. Co to takiego ta strefa komfortu? Brzmi bardzo przyjemnie, luksusowo, wręcz ciepło. Jednak jeśli to jest ciepło, to raczej takie, jak w niewietrzonym pokoju. Komfortem jest dla młodego człowieka mieszkać z rodzicami, dla sprzedawcy korzystać wciąż z tego samego dostawcy, a dla osoby doznającej przemocy – mieszkać ze sprawcą. Znacie prawdę, że jeśli nie zmienimy nic, to nic się nie zmieni? Tymczasem wiele osób wybiera brak zmian, tkwienie w tej strefie komfortu, która komfortowa jest tylko z nazwy. Czemu? Bo młody człowiek musiałby zacząć sam płacić rachunki i odkryć, że naczynia się same przez noc nie zmyją, bo przedsiębiorca musiałby odbyć trudną rozmowę z dotychczasowym hurtownikiem, bo osoba doznająca przemocy musiałaby zmierzyć się z tym, „co ludzie powiedzą”. To oczywiście tylko przykłady wizji, którymi straszą się ludzie w takich sytuacjach – jesteśmy bardzo twórczy w szukaniu uzasadnień do pozostawania w miejscu.
W Poradni Psychologicznej „W stronę zmiany” zmiany – oprócz podekscytowania, mobilizacji, nadziei – też wywołują dyskomfort, niepokój, obawy. Ale nazwa zobowiązuje – wiemy, że zmiany są potrzebne. Dlatego przenosimy się do nowego, lepszego miejsca. Zapraszamy na ul. Wilczą 33 m. 12 (róg ul. Marszałkowskiej).

Jacek Gientka

Psychoterapeuta

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *