Czym posolić sól?

COACH W KINIE

 

Kiedy nieskończoność może być policzalna?

Co jest solą Ziemi?

Czy milion drzew może uleczyć duszę artysty?

Nie jestem wielką fanką filmów dokumentalnych, więc gdyby nie zachęta mojej znajomej, może nie wybrałbym się na jeden z ważniejszych filmów, jaki ostatnio widziałam. Jak dobrze, ze są tacy znajomi.

„Sól Ziemi” (reż. Wim Wenders, Juliano Ribeiro Salgado) opowiada historię brazylijskiego fotografa Sebastiao Salgado, który w ciągu 40-letniej zawodowej podróży przyglądał się wielokulturowemu światu przez obiektyw swojego aparatu i dokumentował przełomowe dla ludzkości wydarzenia. Zajmował się zagadnieniami socjalnymi, zyskując przydomek „fotograf rynsztoków”. Podążał za głosem serca pojawiając się ze swoim obiektywem wszędzie tam, gdzie działa się ludziom krzywda, zarówno w krajach trzeciego świata, ale też w Rosji, w Radżastanie, w Kuwejcie, we Francji, na Ukrainie.

Jego fotografie zatrzymały w kadrze wiele wydarzeń, ludzi, emocji, sytuacji… i ciągle poruszają trafnością spojrzenia na człowieka przez pryzmat miejsca i czasu, w jakim się znalazł.

Czy w czasach Internetu może nas jeszcze coś zaskoczyć i zatrzymać? Czy miliony zdjęć i przekazów, którymi jesteśmy ciągle wirtualnie atakowani nie stępiły naszej wrażliwości?

Oglądając ten film można sobie odpowiedzieć na to pytanie.

To film również o tym jak pasja zawodowa może stać się filozofią życia… i że warto podążać za swoimi marzeniami… bez względu na trudności i przeciwności, których sporo po drodze.

Ale nawet takiego człowieka z wielką pasją nie ominął problem wypalenia zawodowego i „chorej duszy” jak sam określił artysta swój stan po jednej z cięższych i trudniejszych psychicznie wypraw fotograficznych.

Co wtedy zrobić, żeby się nie załamać na resztę życia?

Sebastiao Salgado odkrył razem ze swoją żoną Lelią wyjątkową metodę. Coś, co wydawało się karkołomnym pomysłem… a jednak się udało.

Nie opowiem jaka to metoda, żeby nie spoilerować.

Dodam jedynie, że uczyniła ona świat bardziej zielonym w miejscu, gdzie wydawało się to prawie niemożliwe… a życie Salgado znowu odzyskało sens. I to była dla mnie najważniejsza część tego filmu.

Bo niemożliwe może stać się możliwym… tylko trzeba dać sobie pomóc w odnalezieniu siły… a potem odpowiedniej metody i narzędzi… o czym dobrze wie pisząca te słowa.

 

Barbara Popławska

Coach

Tekst pochodzi z kulturalnie.waw.pl

Emocjonalna niedostępność

Wyobraź sobie taką sytuację: zaproszono cię na przyjęcie, jednak kiedy nadchodzi dzień, w którym – o ile pamiętasz – ma się ono odbyć, uświadamiasz sobie, że nie jesteś pewna, jakiego rodzaju będzie to przyjęcie, ani o której godzinie powinnaś się na nim zjawić. No cóż, myślisz sobie, głowę masz przecież nie od parady, więc po prostu wybierzesz najlepszą opcję. Ubierasz się zatem w neutralnym, nieformalno-eleganckim stylu i zjawiasz się na przyjęciu o siódmej wieczorem.
Kiedy zbliżasz się do domu gospodarza, dobiegają cię odgłosy przyję­cia: muzyka, rozmowy, śmiech, delikatny brzęk kieliszków. Myślisz sobie:
„To będzie świetna impreza”. Wchodząc po schodach na ganek, czujesz kuszące aromaty wydostające się z domu i raz jeszcze mówisz sobie: „To będzie znakomite przyjęcie”.
Dzwonisz do drzwi i pojawia się gospodarz z zagadkowym, enigmatycznym uśmiechem na twarzy… odziany w smoking.
– Spóźniłaś się – mówi.
– Przepraszam, ale nie powiedziałeś mi, o której godzinie zaczyna się przyjęcie.
– Myślałem, że sama się domyślisz.
– Jeszcze raz przepraszam. Ale teraz już jestem – próbujesz przywołać na twarz pewny siebie uśmiech, niestety raczej bez powodzenia.
Gospodarz mierzy cię od stóp do głów.
– Może i tak, ale nie jesteś odpowiednio ubrana.
Spoglądasz na swój elegancki, choć niezbyt formalny strój, a potem na jego czarny krawat i oficjalne ubranie.
– To prawda. Ale mieszkam niedaleko, mogę po prostu wrócić i szybko się przebrać. Nawet się nie obejrzysz, a już będę z powrotem. Nie minie nawet godzina.
W myślach rozpaczliwie przeglądasz swoją garderobę, szukając w niej czegoś wystarczająco formalnego, i zastanawiasz się, ile czasu zajmie ci wyprasowanie nowej kreacji. Dodajesz do tego czas przejazdu, zastanawiasz się, co będziesz musiała zrobić z włosami, żeby fryzura pasowała do wybranego stroju, oraz jak szybko zmienić makijaż. Nadal jednak wydaje ci się, że to będzie wspaniałe przyjęcie.
Twój gospodarz kręci głową.
– Ale wtedy będziesz naprawdę spóźniona. Będzie już po kolacji, a ja tak liczyłem, że usiądziesz tuż przy mnie przy pierwszym stole.
Serce zamiera ci w piersi. Jedna jedyna szansa, a ty ją zmarnowałaś!
W myślach wypowiadasz kilka niepochlebnych opinii o sobie, swoich zdolnościach,
inteligencji i możliwościach, jednak głośno obiecujesz:
– Naprawdę, będę z powrotem za czterdzieści pięć minut. Będę wyglą­dać doskonale. Nie możesz zaczekać? To tylko czterdzieści pięć minut.
Nie masz pojęcia, w jaki sposób zdołasz wrócić tak szybko, ale tak bardzo chcesz zostać honorowym gościem.
Twój gospodarz raz jeszcze kręci głową.
– Hmm…, sam nie wiem. Ale co ze sobą przyniesiesz? Mówiłem ci kiedyś, jak bardzo lubię te niezwykłe, dziewiętnastowarstwowe ciasteczka, które pieczesz. Miałem nadzieję, że przyniesiesz po jednym dla każdego z gości.
Za jego plecami wciąż słyszysz śmiechy i muzykę, czujesz zapachy egzotycznych potraw i widzisz szampana w kieliszkach. Nadal uważasz, że to najwspanialsze przyjęcie spośród wszystkich, na których kiedykolwiek byłaś, i wciąż chcesz być honorowym gościem.
– Może uda mi się wrócić na deser… Ilu jest gości?
Oto jak odczuwa się emocjonalnie niedostępny związek. Nigdy nie jesteś dość dobry, żeby dostać się na przyjęcie. Dajesz się zwieść wyraźnym – choć często pośrednim i niewypowiedzianym – sygnałom, że coś jest tylko odrobinę nie w porządku. Kryje się za tym obietnica, że jeśli to naprawisz, zostaniesz honorowym gościem i zdobędziesz główną nagrodę: miłość.
Ale kiedy naprawisz to, co było nie w porządku za pierwszym razem, znajdzie się coś innego, co także jest trochę nie tak jak trzeba. Kiedy i to naprawisz, pojawi się kolejny, równie drobny problem.
Twój gospodarz wcale nie zamierza uczynić ciebie – ani nikogo innego – gościem honorowym. Twój gospodarz nie potrafi uczynić cię gościem honorowym ani nawet otworzyć drzwi, żeby cię wpuścić do środka. Twój gospodarz cierpi na niedostępność emocjonalną, czyli na niezdolność do wyciągnięcia ręki i zbudowania uczuciowej więzi z inną osobą.
Szczególnie niepokojące i bolesne jest to, że ostatecznie nabierasz przekonania, iż jest to w jakiś sposób twoja wina, a więc to ty musisz to naprawić przez osiągnięcie doskonałości. Jeśli „błąd” nie zostanie naprawiony, będzie to oznaczać, że nie jesteś wystarczająco doskonały.
Pozwól mi powiedzieć ci wyraźnie po raz pierwszy to, co powtórzę jeszcze wiele razy:
NIE ZEPSUŁEŚ TEGO…
NIE MUSISZ TEGO NAPRAWIAĆ!

Wprowadzenie do książki „Emocjonalna niedostępność” Bryn C. Collins, wyd. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

fragment umieszczony za zgodą Wydawnictwa

Dla kogo jest psychoterapia?

Kiedyś, zaledwie kilka lat temu, korzystanie z psychoterapii wydawało się sprawą wstydliwą. Ludzie nie przyznawali się, że uczęszczają do psychologa. Powszechnie stawiano znak równości pomiędzy psychologiem a psychiatrą, a o takich, o których wiedziano, że korzystają z tej formy pomocy, mówiono pobłażliwie, że „mają nie po kolei w głowie”.

Obecnie sytuacja wyraźnie się zmienia. Nie można jeszcze mówić o modzie na psychoterapię, ale z tych, którzy korzystają z tego typu pomocy, zdjęto już etykietę nienormalności. Do psychologa chodzą dzieci w szkole, rodzice, z jego usług korzystają specjaliści od edukacji, działy personalne w firmach, aktorzy, sportowcy… Wreszcie stało się jasne, że skoro z problemami z ciałem bez skrępowania idzie się do lekarza, to gdy nasze trudności dotyczą relacji z innymi, myśli czy uczuć – wtedy właśnie jest czas, żeby skorzystać z pomocy psychoterapeuty.

Kiedy warto iść do psychoterapeuty? Najczęściej ludzie podejmują taką decyzję, gdy coś dokucza im w kontakcie z innymi albo z samym sobą. Mogą to być trudności w relacjach z bliskimi, stres, z którym trudno sobie poradzić przy pomocy metod stosowanych do tej pory. Czasem do podjęcia psychoterapii skłania ludzi kryzys, w jakim się znaleźli – rozwód, zdrada, śmierć kogoś bliskiego, utrata pracy. Konsekwencją kryzysu może być zbyt długo utrzymujący się smutek, zmęczenie czy zniechęcenie, które boleśnie utrudniają funkcjonowanie w codziennych sytuacjach życiowych. Warto udać się do psychoterapeuty, jeśli czujemy, że dręczą nas bolesne wspomnienia z przeszłości, wspomnienia krzywdy, której doznaliśmy w dzieciństwie albo w późniejszym czasie. Niektórzy korzystają z psychoterapii, gdyż chcą po prostu lepiej poznać siebie.

Warto wiedzieć, że istnieją różne podejścia psychoterapeutyczne. Wszyscy kojarzą występującą w wielu filmach kozetkę u psychoanalityka, jednak obecnie w ten sposób pracuje stosunkowo niewielu specjalistów, większość stosuje bardziej sprzyjające kontaktowi formy pracy. Można korzystać np. z usług terapeuty pracującego w podejściu humanistycznym, behawioralno-poznawczym, gestalt czy łączącym różne ujęcia nurcie integracyjnym. Z jakiego podejścia psychoterapeutycznego najlepiej korzystać? Każde ze znanych podejść, podobnie jak każda koncepcja psychologiczna, za istotne w pracy z człowiekiem czy w poznawaniu go może uznawać inne aspekty ludzkiej osoby czy jej otoczenia. W zależności od tego, z czym chcemy sobie poradzić, jak wyglądają nasze relacje z innymi, jak jesteśmy skonstruowani psychicznie, pomocne nam mogą być różne nurty terapeutyczne. Warto też wiedzieć, że istnieją różne formy terapii: terapia indywidualna, podczas której jest się sam na sam z terapeutą, terapia grupowa, kiedy czynnikiem leczącym, poza prowadzącym grupę specjalistą, są relacje zachodzące w grupie, czasem pojawia się konieczność skorzystania z terapii dla par albo dla rodzin.

Często pierwszym kryterium wyboru psychoterapeuty jest jego płeć – część pacjentów woli pracować z mężczyznami, część z kobietami. Potem próbujemy dowiedzieć się, co na jego temat sądzą inni. Poleganie na cudzych opiniach (zwłaszcza tych zamieszczonych w Internecie) nie zawsze działa, ale warto wziąć je pod uwagę. Decydując się na psychoterapeutę, dobrze jest sprawdzić jego kompetencje zawodowe (wykształcenie, doświadczenie, certyfikaty). Ale i tak najważniejsze to wejść do pokoju, usiąść i zacząć szczerą rozmowę, dzięki której być może inaczej spojrzymy na nasze – wydawałoby się – nierozwiązywalne problemy.

Jacek Gientka

Psycholog, psychoterapeuta