Czy prof. Zimbardo ma rację?

…i czy trzeba zjeść z nim kolację, żeby się o tym przekonać? Od razu odpowiadam: nie jadłam z nim kolacji, chociaż była taka możliwość. Natomiast z ciekawością skorzystałam z zaproszenia na konferencję „Mężczyzna 3.0” organizowaną przez Instytut PWN. Gościem specjalnym konferencji był właśnie prof. Philip G. Zimbardo, uznany na świecie „głos i twarz współczesnej psychologii”. Pośród jego ponad 400 publikacji naukowych, w tym 50 popularnonaukowych książek, znajdują się: najstarszy i wciąż używany podręcznik „Psychologia i życie” oraz „Psychologia. Kluczowe koncepcje”, której nowe wydanie miało premierę w dniu konferencji, czyli 13 października 2017 roku. Skąd więc tytuł mojego tekstu?

Czy chcę podważyć ten uznany autorytet? Oczywiście, że nie, ale jest temat, w którym nie tylko ja wolałabym, żeby prof. Zimbardo nie miał racji. Myślę o kryzysie męskości, o którym wygłosił wykład na wspomnianej konferencji, odwołując się do książki „Gdzie ci mężczyźni” (jest jej współautorem). Wyniki badań są alarmujące. W swoim wykładzie prof. Zimbardo akcentował uzależnienie młodych mężczyzn od gier wideo (od 5 do 15 godzin grania na dobę!). Mężczyźni mają w nich jasne zasady działania, zawsze mogą wygrać, łatwo przechodzą kolejne etapy, prowadzące ich do coraz bardziej spektakularnych zwycięstw. Uciekają w świat wirtualny, bo funkcjonowanie w nim jest zdecydowanie mniej skomplikowane i przynosi dużo więcej satysfakcji niż w świecie realnym, w którym są nie tylko zwycięstwa ale i porażki. Współczesny męski świat kurczy się do rozmiaru laptopa lub smartfona, w którym wszystko może być nienaturalnie piękne i duże. Tak, była mowa też o rozmiarach, na tyle istotnych dla młodych mężczyzn, że po obejrzeniu pornografii w internecie wpadają w kompleksy, gdyż często jest to dla nich jedyne źródło edukacji seksualnej. W rezultacie zaczynają unikać bliskości seksualnej, bo nie wydaje im się aż tak spektakularna, jak w porno-filmach. Młodzi mężczyźni stają się coraz częściej jedynie konsumentami, nic nie tworzą, unikają nauki i pracy. Z kolei brak aktywności fizycznej i śmieciowe jedzenie powodują otyłość, która wpływa na zmniejszenie ilości testosteronu i spadek libido. Natomiast ci, którzy dbają o swój wygląd i rzeźbią sylwetkę na siłowni, czasami popadają w drugą skrajność: bigoreksję, czyli obsesję na punkcie budowania masy mięśniowej i specjalnej diety.

Tak, wolałbym jednak, żeby prof. Zimbardo nie miał racji, ale niestety kryzys męskości narasta. Konieczne są rozwiązania systemowe, według Profesora trzeba tworzyć programy mentorskie dla mężczyzn, wspierać rolę ojca (urlopy tacierzyńskie). W szkołach, a nawet już w przedszkolach, powinno być więcej mężczyzn nauczycieli i wychowawców, zaś na kolejnych etapach edukacji trzeba uczyć praktycznych umiejętności radzenia sobie w różnych sytuacjach w realnym życiu, rozbudzać ciekawość, mobilizować do zadawania pytań, uczyć uważności i umiejętności interpersonalnych, pracy w grupie. Edukacja seksualna powinna odbywać się w szkole, żeby internet nie był pierwszym i jedynym źródłem tej nauki, powodującym frustracje i nieprawdziwe wyobrażenia o tej istotnej sferze życia. Trzeba uczyć mężczyzn wrażliwości, okazywania emocji, szacunku do siebie i do innych, uczyć budowania zdrowego poczucia własnej wartości w realnym życiu. Rodzice powinni przestać wyręczać synów we wszystkich codziennych obowiązkach i przestać cieszyć się faktem, że nigdzie nie wychodzą z domu, tylko „spokojnie coś robią w internecie”. Niech każdy z domowników, bez względu na płeć, ma partnerski wkład w pracę i obowiązki na rzecz rodziny. Łatwo powiedzieć… tylko jak to zrobić?

Otóż okazuje się, że już zaczyna się  dziać coś pozytywnego w obszarze ojcostwa wśród mężczyzn partnersko uczestniczących we wspólnym wychowywaniu dzieci. Organizatorzy konferencji zaprosili kilku ojców, którzy mogą być mentorami dla innych.

Tomasz Grzyb przekonywał w czasie swojego wystąpienia, że czas spędzony przez ojca z dzieckiem jest niezmiernie ważny i na pewno nie może ograniczać się do 40 sekund dziennie! Tak, to nie pomyłka: badania prowadzone nad 1796 brytyjskimi rodzinami pokazały, że właśnie tyle czasu – 40 sekund – średnio spędzają ojcowie ze swoimi dziećmi. Ten brak poświęconego czasu i uwagi kładzie się cieniem na całe życie dzieci, które dorastają właściwie bez ojców. A tyle fajnych rzeczy można robić z dziećmi, jak zapewniał dr Grzyb: piec chleb, grać w gry planszowe, robić coś z niczego (sztuka recyklingu). Również bardzo ważne, żeby uczyć dzieci, że porażka to część życia każdego człowieka i właśnie z porażek uczymy się więcej niż z sukcesów. A najważniejszą chyba puentą dr. Grzyba było stwierdzenie „kochaj, bo to fajne jest”… i cóż więcej dodawać?

No może jeszcze tyle, że bardzo ciekawie o współczesnym ojcostwie opowiadał również Kamil Nowak, który wierzy, że zaangażowane ojcostwo jest bardzo ważne, czemu daje wyraz, a nawet wiele wyrazów, na swoim blogu Ojciec (mam nadzieję, że w życiu codziennym również). Na konferencji zacytował wypowiedź Franka Pittmana (psychiatry i psychoterapeuty): ”Faceci, którzy obawiają się zostać ojcami, nie rozumieją, że ojcostwo to nie jest coś, co robią doskonali mężczyźni, ale coś, co udoskonala mężczyznę. Końcowym produktem wychowania dzieci nie jest dziecko, ale rodzić”. Najchętniej zapytałabym żony/partnerki tych facetów jakimi oni są mężami/partnerami w codziennym życiu? A może to temat na kolejne spotkanie?

Nie wymieniłam wszystkich uczestników konferencji, bo nie to było moim celem. Zainteresowanych odsyłam do materiałów Instytutu PWN. A puentą tej konferencji niech będzie stwierdzenie prof. Zimbardo, że bliskość ojca w dzieciństwie powoduje lepsze życie, w czym można mu przyznać rację, odpowiadając na pytanie zadane w tytule! 🙂

Panowie, jest sporo zadań, które trzeba odrobić! Jakich? Na przykład takich: zaangażowane partnerstwo, ojcostwo, podjęcie działania w kierunku zmiany, wzięcie odpowiedzialności za swoje życie, które składa się również z porażek, nie tylko ze zwycięstw… a wszystko to w świecie realnym, więc po przeczytaniu tego tekstu proszę wyjść z netu i wziąć się do realnej pracy. Może usłyszę, że dzisiejsze czasy to również kryzys kobiecości… ale to już temat na inny tekst i może również na konferencję? A jeśli się okaże, że to w ogóle kryzys człowieczeństwa? Będę ciekawa Waszych przemyśleń i obserwacji. Może warto zmieniać i definiować na nowo kolejne etapy życia?

 

Barbara Popławska

Coach

7 myśli do „Czy prof. Zimbardo ma rację?”

  1. W ciągu ostatnich 40 lat – tyle upłynęło od czasu mojej młodości – świat zmienił się niewyobrażalnie, przede wszystkim w zakresie komunikacji międzyludzkiej i dostępu do informacji. Trudno więc dziwić się, że dawne modele męskości, kobiecości, partnerstwa też uległy, a w zasadzie ulegają cały czas, zmianom. Nie potrafię tego ocenić, czy jest to aby na pewno zmiana na gorsze. Z jednej strony jest nam znacznie łatwiej, bo wygodniej, z drugiej znacznie trudniej – bo jesteśmy coraz bardziej odizolowani jeden od drugiego. Coraz mniej mamy czasu na kontakt z drugim człowiekiem.
    To prawda, spędzamy wiele czasu wpatrzeni w ekran komputera, ale przecież dzięki cyfryzacji wiele osób może pracować zdalnie i więcej czasu spędzać z rodziną. Obserwuję wielką, pozytywną zmianę stosunku młodych ojców do domowych obowiązków i do własnych dzieci. Poświęcają im czas i uwagę, podróżują z nimi pokazując im świat.
    Nie rozdzierałabym zatem szat, jak wielu starszych ludzi przede mną (prof. Z., warto wiedzieć, ma 84 lata), że dzisiejsza młodzież to lepiej nie mówić….. Zmiany po prostu zachodzą teraz szybciej, dawniej pokolenia miały czas, żeby się z nimi oswoić. Dziś 10 lat, to jak dawniej 50 a może nawet 100. Ja tam wierzę w młodych ludzi, z wieloma mam kontakt służbowy. Dają radę 🙂

  2. Dla mnie ciekawe wątki na tej konferencji przedstawiła dr Alicja Długołęcka: wskazała na to, że to kobiety zakwestionowały stary układ a nowy jeszcze się nie utworzył w sposób komfortowy dla męskości i kobiecości. Fakty są takie, że mężczyźni żyją w Polsce krócej średnio o 8 lat od kobiet i 4 razy częściej popełniają samobójstwa. Chyba trudniej im poradzić sobie z bezradnością. Może jako kobiety mamy też do odrobienia jakąś lekcję wykraczającą poza walkę o przywileje? Bo chyba niezbyt adekwatnie brzmi o nas dziś określenie słaba płeć.

  3. Jakbym czytała o moich znajomych, niestety. Niewątpliwie rola ojca jest bardzo ważna. Może to moje subiektywne oceny, jednak widzę różnicę w zachowaniu mężczyzn wychowywanych przy współpracy ojca i tych bez.
    Ma Pani rację, Pani Małgorzato. Rola kobiety bardzo się zmieniła w ciągu ostatniego stulecia. Być może mężczyźni po prost nie nadążają za nami.
    Pytanie: jaka jest recepta na ten kryzys? Strategia przeczekania raczej nie jest obiecują opcją.

  4. Zmiana ról społecznych kobiet i mężczyzn (są od siebie wzajemnie zależne) jest jedną z najgłębszych i najpowszechniejszych zmian nowoczesności. Ma to wiele skutków pozytywnych, ale i koszty. Nie zazdroszczę moim synom, w których życiu – w porównaniu z moim – jest mniej tego co oczywiste, a znacznie więcej tego co wymaga wymyślenia, ustalenia, negocjowania… To zawsze pochłania wiele energii, a nierzadko boli. Nowoczesność to jeden wielki eksperyment, z tysiącem zmieniających się parametrów. Nie wiem jak długo nasza natura, ukształtowana przez setki pokoleń w znacznie stabilniejszych warunkach, da radę się do tego adaptować.

  5. Szanowna Pani Barbaro,

    „Kryzys męskości” – moim subiektywnym zdaniem ma on miejsce i niestety sukcesywnie narasta. Przeraża mnie to co obecnie robią z siebie młodzi mężczyźni albo co robią z nich parterki oraz otoczenie. Zaznaczam że jest to moje subiektywne zdanie oparte na moim otoczeniu i nie chcę nikogo obrazić.
    W artykule poruszony jest temat gier komputerowych i internetu – zgadzam się ze ma on negatywny wpływ. Zycie w grach jest znacznie łatwiejsze umożliwiające rozegranie danej sytuacji ponownie, realne życie nie daje nam możliwości cofnięcia się w czasie a wszystko co zrobimy zostaje nam zapisane i jest rozliczane, dlatego znaczna ilość dorastających ludzi (bez względu na płeć) woli przebywać w wirtualnym świecie z którego niestety trzeba „wyskoczyć” na chwilkę do ubikacji albo wyrzucić śmieci. Wspomniane w artykule wielkości fallusa widzianego w filmach porno nie wywołują moim zdaniem tak wielkich frustracji jak zachowanie grających tam Pań. Nie mając praktyki w realu naprawdę można popaść w kompleksy z powodu nie doprowadzeniu partnerki do tak głośnego i długiego odgłosu satysfakcji seksualnej. Mówię o mnie, mi się tak niestety nie udało (przeprasza cię żono).
    Brak dbania o kondycję fizyczną lub przesada w drugą stronę – zgadzam się w 100%
    Programy mentorskie dla mężczyzn – jak najbardziej tak ale……………… zupełnie w innym zakresie. Zaznaczam jeszcze raz że MOIM ZDANIEM, problem polega na zagubieniu męskości. Obecni młodzi mężczyzny tak bardzo chcą przypodobać się kobietom (nie tylko własnym) że odkładają na bok to co zapisane jest w ich genach i stają się fachowcami od smażenia placków, makijażu czy obcisłych leginsów. Świat obecnie zmienia się na lepsze faworyzując bardzo kobiety, wszyscy mówią o równouprawnieniu polegającym na tym że mężczyźni przejmują obowiązki kobiet natomiast kobiety nie dotykają męskich bo ……… nie mają siły. Jeżeli któryś mężczyzna próbuje się temu przeciw wstawić zaraz słyszy od partnerki ze jest najgorszy bo mąż tamtej to robi to a jeszcze inny to robi to i tamto . Walka z wiatrakami. Najgorsze moim zdaniem jest to że kobieta wychodząc za mąż już w dniu ślubu wie co zmieni w swoim partnerze i krok po kroku do tego zmierza używając najróżniejszych sposobów od seksu do szantażu emocjonalnego. A gdy osiągnie to co zamierzyła to …………… ten mąż jest tak zniewieściały że ………………. pociąga ją inny ten co pozostał męski, dobrze zbudowany zadbany bo ………………. nie żonaty. 😉 będącym samotnym i wydającym tylko na siebie zarobione pieniądze łatwiej jest być Jamesem Bondem czy Bradem Pittem. 😉

    Tacieżyństwo – tak jak najbardziej ale czy musi ono polegać na pudrowaniu odparzonej pupy. Tutaj będę pisał o sobie. Tak pudrowałem pupki, karmiłem, kąpałem, gotowałem (i gotuje), usypiałem i wszystko inne, robiliśmy to wspólnie z żoną. Wszystko co robi młoda mama ale korzystała z tego przede wszystkim moja żona której na pewno było lżej. Od samych narodzin moich maluchów poświęcam im tyle czasu ile tylko mogę ale widzę że z każdym rokiem ich życia mój czas jest bardziej im potrzebny. Myślę że nie trzeba wmawiać ojcom że aby być dobrym tatom trzeba przecierać pępek noworodkowy spirytusem 70%. Ważne aby ojciec był obecny nie co później i nauczył swego syna jak być silnym, odważny, zaradnym, sprawnym ruchowo, nastawionym na cel i ……………….wiedzącym że zawsze może liczyć na pomoc ojca. I nie trzeba uczyć mężczyzny okazywania uczuć, my to umiemy ;-), tylko nie będziemy płakać jak ktoś wyrwie nogę lalce tylko jak np. będzie rodził się nasz Syn. My nie klepiemy co 15 minut „kocham Cie” , my mówimy to rzadko ale jest to wyznaniem a nie utartym sloganem.

    1. Arturze, jako matkojec albo ojczemać składam Ci serdeczne życzenia szczęścia oraz wyrazy solidarności. Nie wiem o czym kurde gadacie, Zimbardo znam, czytałam, ściskałam gościa na konferencjach. Obserwuję w facetach zanik potrzeby panowania nad rzeczywistością. Kobiety przejmują tę rolę, ale z pozycji sprzątającej. Jedźmy na wakacje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *