Z „Bajkami dorosłych” w Tczewie, Gdańsku i Elblągu

Książka to dla autorów nie tylko zapach farby drukarskiej, miejsce na półce w księgarni (albo w bibliotece), ale przede wszystkim spotkania z Czytelniczkami i Czytelnikami. Dzielimy się zatem kolejną porcją fotografii i wspomnień z najnowszej trasy autorskiej. W połowie listopada 2018 r., dzięki sieci księgarni BookBook, Stowarzyszeniu FACT, Radiu Tczew i Telewizji Tetka odwiedziliśmy z naszymi warsztatami Tczew, Gdańsk i Elbląg.

Z każdego miasta przywozimy jeden magnes. Bywa, że zamiast niego historię o tym, dlaczego nie mamy magnesu :)

Czasem symbole pojawiają się w nieoczekiwany sposób. W trakcie tej trasy zwracaliśmy szczególną uwagę na mosty. Metafora łączenie odmiennych temperamentów, narodów, emocji – może banalna, wracała do nas ostatnio wielokrotnie .

Stachura napisał "Nie brookliński most". Nas na drugą stronę rzeki przeprowadził most ostródzki.

Pobudka o 5.00 rano, o 12.00 Radio Tczew, chwilę później Telewizja TeTka Tczew, szybki obiad i pierwsze spotkanie w BookBook w Tczewie. Ale tempo! A potem jeszcze podróż do Gdańska, gdzie zakończyliśmy dzień na Strzyży kolacją i długą rozmową w sympatycznym towarzystwie.

Takie piękne murale powitały nas w Tczewie

Po angielsku takie zdjęcie określa się "making of" albo "behind the scenes". Po polsku próba aparatu :)

A tu zdjęcie właściwe :)

Lubimy to zdjęcie - w Radiu Tczew

Telewizja Tetka Tczew. Kadr jak na teatralnej scenie

20 listopada byliśmy w Gdańsku. To dla nas symboliczne miasto z wielu bajkowych i poradnianych powodów (kto był na naszym gdańskim spotkaniu, ten je zna). Tu powstało wiele pomysłów i jest szansa, że sfinalizujemy następne inicjatywy. Śledźcie naszego bloga i fanpejdż na FB.

Plakat z Gdańska

Po spotkaniu w Gdańsku. Na pierwszym planie Alice :)

Ten Tramwaj jechał z nami przez całą Polskę - aż z Cieszyna

Zasłużony odpoczynek...

... w przyjemnym miejscu

W Elblągu dziarsko pomaszerowaliśmy na prawdopodobnie najnowsze Stare Miasto w Polsce. Było zimno i szukaliśmy miejsca, gdzie można się ogrzać i zjeść coś treściwego. Potem ciepłe przyjęcie w elbląskim BookBooku, po którym naładowani optymizmem wróciliśmy do Warszawy.

W Elblągu

Wegański bar uraczył nas górą smacznego jedzenia i zaleceniem zgodnym z ideą Akademii Śmiechu

Prawdopodobnie najbardziej roześmiana sesja tej trasy :)

Jacek Gientka

Psycholog, psychoterapeuta

Podróże „Bajek dorosłych”

„Bajki dorosłych” już od roku bawią Czytelników, jednocześnie dając im okazję do refleksji. W listopadzie 2017 r. z maszyn drukarskich zeszły pierwsze egzemplarze naszej książki.

To nie była ta maszyna, ale będąc w drukarni zachwyciliśmy się jej pięknem

Dużo dobrego przez ten czas się działo… Więc siądźcie przy kominku, zróbcie sobie gorącą herbatę z sokiem malinowym, bo chcielibyśmy pokazać, w ilu miejscach spotykaliśmy się z naszymi Czytelnikami.

W czerwcu, na zaproszenie sieci księgarni BookBook, gościliśmy w Złocieńcu. Przepiękne lasy, jeziora, gościnni ludzie – odwiedźcie koniecznie!

Niektórych złocienieckich jezior nie było w GPS

Byliśmy z „Bajkami…” na zaproszenie BookBook w wielu miejscach – poza wspomnianym Złocieńcem w Człuchowie, Tucholi, Białogardzie, Wałczu, Cieszynie, Lublińcu, Jastrzębiu-Zdroju, Rudzie Śląskiej, a wszędzie spotykaliśmy ciekawych, lubiących czytać, kolorować i głośno śmiać się, ludzi.

  Księgarnia Piastowska w Cieszynie

Złocieniec i "Królewna Śnieżka wygląda tak". Jacek Gientka pokazuje ilustracje Elżbiety Rowińskiej-Garbień

Ze słonecznikami w Białogardzie

Do Tucholi prawie się spóźniliśmy

  Spotkanie w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Człuchowie

Mnóstwo uśmiechu w Lublińcu

Naszą tradycją jest, że w każdym miejscu tworzyliśmy lokalny limeryk. Pisaliśmy, jak to artyści, których natchnienie czasem dopadnie znienacka, na czym popadnie: na kawałku papieru pakowego, zapisanej do połowy kartce z odzysku i oczywiście (to przecież klasyka gatunku) na serwetce.

Limeryk z Jastrzębia-Zdroju

Nie sposób powiedzieć o wszystkich wartych odwiedzenia miejscach, które zobaczyliśmy, o wartych spróbowania lokalnych potrawach, których spróbowaliśmy w naszej podróży… Ale o kilku wspomnimy.

Na Wzgórzu Zamkowym w Cieszynie można spróbować przejażdżki takim ekologicznym rowerem :)

Można też przysiąść sobie w bajkowym fotelu

Połczyn- Zdrój. Czasem warto nadłożyć drogi, żeby trafić w takie kolorowe miejsce

Można też pojechać w zupełnie inną stronę, żeby zobaczyć zachód słońca w Kołobrzegu

Ciastka i kawa to podstawa :) W Złocieńcu

W Czeskim Cieszynie kawy nie piliśmy. Kelnerka opowiedziała nam, kto to jest baraba...

... kontynuowaliśmy wieczór poznając historię tramwajów, które kiedyś jeździły po Cieszynie, a dojechały aż do Łodzi

"Bajki..." w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Jastrzębiu-Zdroju

Być w Cieszynie i nie zjeść słynnej kanapki ze śledziem?

W Złocieńcu mieszkaliśmy przy stadionie położonym w środku lasu

Taki widok z okna Dworku Cieszyńskim. Niezapomniany...

„Bajki dorosłych” dobrze czują się w podróży, a ich autorzy lubią kontakt z Czytelnikami. Do zobaczenia!

A jeśli chcielibyście nas zaprosić do siebie na spotkanie autorskie lub warsztaty prowadzone w oparciu o „Bajki dorosłych”, dajcie znać. Szczegóły i informacje kontaktowe znajdziecie pod tym linkiem.

Jacek Gientka

Psycholog, psychoterapeuta

Co nam przysłały poważne księgowe?

Dzień Kobiet w tym roku świętowaliśmy z grupą Kobiet w korporacji księgowych ATA Finance. Zostaliśmy tam zaproszeni do poprowadzenia autorskich warsztatów. Dlaczego teraz o tym wspominamy, skoro to było 8 marca, czyli ponad siedem miesięcy temu? Ano właśnie niedawno otrzymaliśmy podziękowanie od tej firmy. Tym większą ma ono dla nas wartość, że minęło tyle czasu, a owoce tych dwugodzinnych warsztatów uczestniczki zbierają ciągle jeszcze. Ten list bardzo nas ucieszył, bo po raz kolejny zobaczyliśmy sens tego, co robimy – z pasją, radością i dużym zaangażowaniem. Zamieszczamy tu cały list. Warto go przeczytać w całości, bo to jedna strona, a wiele treści. No i nie musicie zazdrościć księgowym takich warsztatów, możecie nas zaprosić do swojej firmy ☺

Barbara Popławska

Coach

Swoje Cape Verde możesz mieć wszędzie

Cape Verde = Cabo Verde = Wyspy Zielonego Przylądka = ojczyzna Cesarii Evory = marzenie niektórych miłośników podróży. Jedno z ostatnich miejsc na naszej planecie, gdzie cywilizacja jeszcze nie zapaskudziła reklamowymi bilbordami pięknych krajobrazów.

I ja tam byłam, Cape Verde dla siebie odkryłam, miejscowych przysmaków próbowałam, tutejsze napoje piłam, ocean chłonęłam, a on chciał mnie pochłonąć, gdy oceaniczne fale osiągnęły zawrotne wysokości. Ale jednak nie pochłonął, może dlatego, żebym mogła chodzić jego brzegiem na długie spacery i spotykać różnych ludzi?

Spotykałam uśmiechniętych mieszkańców wyspy, w małej rybackiej osadzie, przy drewnianym pomoście, wchodzącym w ocean, gdzie wczesnym rankiem rybacy przypływali ze swoimi zdobyczami. Powtarzali oni często na powitanie, w trakcie rozmowy i na pożegnanie, zwrot „no stress”. Wkrótce przekonałam się, że to jest swoisty „znak firmowy” Wysp Zielonego Przylądka, można go spotkać wszędzie: na bransoletkach, tiszertach, sukienkach, murach domów, pamiątkach etc. Taki slogan dla turystów, czy bardziej zaklinanie rzeczywistości przez tubylców, którzy żyją w niełatwych warunkach? Bo często bieda, brak pracy, brak ziemi uprawnej… Ale powtarzają „no stress” i uśmiechają się. Potrafią cieszyć się rozmową, chwilą, kolorami, spotkaniem, śpiewem, tańcem o zachodzie słońca, wieczornym graniem w piłkę nożną na plaży, treningiem na plażowej siłowni skonstruowanej z różnych dziwnych sprzętów, wyplataniem sznurkowych bransoletek „no stress”, które przyjezdni często kupują po kilka sztuk w różnych kolorach.

Radość chwili, docenianie drobiazgów…

No dobrze, ktoś powie, w takich okolicznościach przyrody jest łatwiej. Otóż wcale niekoniecznie. Bo widziałam też sytuacje, w których ludzie właśnie w tych bajecznych warunkach psuli sobie życie wzajemnymi pretensjami i żalami, które przywieźli z daleka, żeby je wylać właśnie na tej pięknej plaży i zamanifestować swoje niezadowolenie ze wszystkiego… więc można i tak.

Ale wybór należy do mnie, czy chcę się cieszyć ciekawą rozmową, spacerami, ciszą, drobiazgami, pięknymi okolicznościami (w różnych miejscach świata, ale też w swojej dzielni), czy doszukiwać się powodów do narzekania tam, gdzie jestem.

Swoje Cape Verde możesz mieć wszędzie… od ciebie zależy jakie ono będzie.

I choć mówię uczestnikom warsztatów, że nie ma życia bez stresu, a jest też stres pozytywny, to włożyłam na rękę bransoletkę „no stress”, na pamiątkę pobytu na wyspie, na której po raz kolejny postanowiłam, że życie jest zbyt krótkie, żeby nie celebrować chwil.

A jakie i gdzie jest Twoje Cape Verde?

Aha, Wyspy Zielonego Przylądka najwięcej zielonego mają w nazwie, może właśnie wbrew temu, że są to wyspy pustynne. To jeszcze jeden argument za tym, że swoją zieleń też możesz odnaleźć tam, gdzie chcesz. Ja niedawno zachwycałam się zielenią w okolicach Złocieńca na Pojezierzu Drawskim, ale to już inna historia…

Barbara Popławska

Coach

P.S. Na pierwszym zdjęciu radość po miłej rozmowie z Fatimą i Mariją – artystkami mieszkającymi na jednej z Wysp Zielonego Przylądka – na temat Fridy Kahlo, bo zapytały mnie, cóż to za kobieta na mojej koszulce. Bardzo to miłe wspomnienie spotkania twórczych kobiet.

P.S. 2. Żeby nie umknęły wspomnienia, dodałam jeszcze kilka zdjęć z Cape Verde.

Wyspy Szczęśliwe

Czy masz swoje wyspy? Miejsca gdzie dobrze się czujesz i lubisz tam być? Nie pytam teraz w sensie geograficznym… no może nie tylko takim. Gdzie ładujesz swoje akumulatory? Gdzie łapiesz chwile oddechu od codzienności? Gdzie odpoczywasz? Gdzie chcesz i możesz wyłączyć telefon? i w ogóle być offline?

Bo dla mnie jedną z takich wysp jest kino. Tam czas zatrzymuje się zazwyczaj na dwie godziny, albo podąża swoim niepowtarzalnym rytmem w rejony, w które można się przenosić bez wsiadania do pociągu i samolotu. A niekiedy bywa to wyjątkowa podróż w czasie. Tak było i tym razem. W dłuższej przerwie lunchowej wybrałam się do Kinoteki na film „Król rozrywki”(reż. Michael Gracey, scen. Jenny Bicks, Bill Condon). Zrobiłam to dla siebie. Chyba wtedy nie planowałam pisać tego tekstu, ale po wyjściu z kina po głowie zaczęła mi chodzić lista zainspirowana właśnie tym filmem. Tak długo i skutecznie drążyła emocje, aż w końcu postanowiłam ją (tę listę) zapisać:

  • doceniać inność innych
  • słuchać głosu serca
  • realizować swoje pasje
  • nie bać się iść pod prąd
  • nie ulegać wszystkim modom
  • nie przejmować się krytyką osób, które tylko to potrafią
  • słuchać spontanicznych podpowiedzi dzieci
  • traktować niepowodzenia jako wskazówki do następnych działań
  • śpiewać i tańczyć z pasją

A jaka jest Twoja aktualna lista i Twoje Wyspy Szczęśliwe?

Bo jeśli chodzi o kolejne podróże, to marzę o Wyspach Zielonego Przylądka. Dam znać, kiedy uda mi się tam dotrzeć… może nie tylko w kinie?

Barbara Popławska

Coach

PS. Zdjęcie zrobiłam na Wyspie Korfu w maju ubiegłego roku. To jedna z moich Wysp Szczęśliwych 🙂

Popatrz na męża (czyli: jak odpoczywać)

Nie, to nie będzie paszkwil na mojego męża. Ani na żadnego innego. Zainspirowana tym, co zrobił, postanowiłam to opisać. Zazdroszczę, że tak potrafi. Uczmy się od niego.

Ponieważ od kilku tygodni jestem kontuzjowana i mam obowiązek leżenia, spoczywam na kanapie w salonie i z tej pozycji obserwuję świat. Ot, taki mój pejzaż horyzontalny.

Obserwuję swojego męża przy pracy, garach, podziwiam zachmurzone niebo, rozświetlone choinki u sąsiadów… Dodatkową rozrywką jest wstać i pójść do toalety lub zrobić sobie herbaty. Czasami trzeba rozprostować ciało – stać mogę, siedzieć nie bardzo.

Mój mąż ma pracę dzieloną. Czasami pracuje w domu, czasami w firmie. Siedzi i pisze pisma, telefonuje do ważnych ludzi, załatwia miliony rzeczy. To bardzo pracowity facet. A ja sobie leżę cicho i staram się nie przeszkadzać. Ostatnio bardzo dużo rzeczy było do załatwienia, bo to Święta i Nowy Rok. W pewnym momencie stwierdził, że ma jeszcze kilka telefonów do wykonania. Ale wyjdzie. Miał iść na zakupy, to się ucieszyłam, że kupi mi jabłka i gazetę – jak ustaliliśmy dawno temu, czyli przy śniadaniu. A mój mąż oświadczył, że idzie do lasu, przewietrzyć głowę. Że co? Jaki las?! Jakie przewietrzyć głowę?!- pomyślałam. Na zakupy i dom sprzątać! Mąż jakby czytał w moich myślach, bo odpowiedział, że wie, że trzeba zrobić zakupy i poodkurzać. Że ma jeszcze kilka spraw do zakończenia, ale teraz MUSI SIĘ PRZEWIETRZYĆ. Inaczej się udusi.

Nadąsałam się. Ale, gdy wyszedł zaczęłam się zastanawiać nad jego zachowaniem. Co bym zrobiła na jego miejscu? Oczywiście po skończonej pracy zabrałabym się za kolejną – dom, zakupy, telefony….

I tu jest pies pogrzebany! Żaden dom i zakupy. RELAKS! Się należy! Przewietrzenie umysłu i mała przerwa w ciągu dnia jest wskazana. Tak mówią naukowcy. I praktycy też. Dobrze robi na głowę.

Co robię, aby odpocząć? Czy znowu sprzątam, zmywam gary i lecę na zakupy? Naprawdę nie mogę chwilę posiedzieć? Nie chodzi o odpuszczenie wszystkich zadań, które mamy, tylko o chwilę nicnierobienia! Dosłownie.

Strasznie trudne zadanie. Wiem, bo ćwiczę od kilku tygodni ;). A mam zdrowotny powód. Jakbym nie miała, byłoby jeszcze trudniej. I zadaję to pytanie, także samej sobie:

Czy potrafię odpoczywać? Czy zachowuję balans praca- życie- JA?

To sztuka, której warto się nauczyć. „Nie ma mnie dla nikogo. Nie, nie mogę ugotować, uprać, posprzątać, odebrać telefonu, znaleźć kluczy itd… przez najbliższe 5, 10, 15 czy 30 minut” (wybierz dowolne lub dodaj swoje).

Teraz mam leżeć, siedzieć i czytać tylko dla przyjemności, jeść ciastko dla przyjemności i w ogóle być całą przyjemnością. Przez ten czas nie ma mnie dla nikogo.

A mój mąż? Wrócił po godzinie. Zadowolony, z innym nastawieniem, uśmiechnięty. Pokazał fajne zdjęcia drzew. W powrotnej drodze zadzwonił do tych, do których miał zadzwonić. Zabrał się za odkurzanie i poszedł na zakupy.

A ja? Miałam okazję zobaczyć, że warto zrobić najpierw coś dla siebie, by mieć więcej energii dla innych. Zwraca się w dwójnasób. Przecież uczą, że w krytycznej sytuacji w samolocie rodzic ma założyć maskę najpierw sobie, później dziecku…

Dla nas wszystkich życzenia z głębi serca: Uważności w Nowym Roku! Niech nam się darzy!

Magdalena Szwalgin

Psycholog, psychoterapeuta

Bajka o e-królu

W osobliwych e-czasach

żył sobie e-król

palił e-papierosy

pisał e-maile

czytał e-booki

organizował e-konferencje

robił e-zakupy

udzielał e-korepetycji

A co z miłością?

eeeee tam

 

tekst: Barbara Popławska

rysunek: Elżbieta Rowińska-Garbień

„Bajki dorosłych”, Jacek Gientka & Barbara Popławska, WYDAWNICTWO FUNDACJA FESTINA LENTE, ISBN 978-83-7904-171-8

Bajka o zamrożonej królewnie

W dalekiej lodowej krainie

żyła zamrożona królewna

która lubiła wszystkie odcienie

czerni i smutku

Miała zamrożoną radość i śmiech

bo przecież takiej królewnie

nie wypada śmiać się i cieszyć

zamrożony płacz

bo taka królewna

nie powinna okazywać słabości

zamrożone dobre słowa

bo dawno już ich nie używała

jej serce też było zamrożone

i już dawno zapomniała co to miłość

Czy w ogóle kiedyś kochała?

Tak… ale to było bardzo dawno temu

wtedy jeszcze jako radosna królewna

zakochała się w radosnym młodzieńcu

który poprosił ją o rękę

ale jej matka – surowa królowa

nie wyraziła zgody

gdyż wybranek nie przyjechał

na białym koniu

a co gorsza w ogóle nie był księciem

więc wypędziła młodzieńca z kraju

Od tamtej pory minęło wiele czasu

królowa matka już dawno umarła

ale zamrożona królewna

nadal lubi kolor czarny i smutek

Może globalne ocieplenie ją uratuje?

 

tekst: Barbara Popławska

rysunek: Elżbieta Rowińska-Garbień

„Bajki dorosłych”, Jacek Gientka & Barbara Popławska, WYDAWNICTWO FUNDACJA FESTINA LENTE, ISBN 978-83-7904-171-8

O dzielnym rycerzu, który nie tchórzył przed niczym

Rycerz

w niezbyt lśniącej zbroi

pokonał smoka

Każda blizna na twarzy

to pamiątka po walce z jednym smoczym łbem

A opalone brwi?

To od wybuchającego barana

który okazał się zdecydowanie przereklamowany

(nie ma to jak solidna młócka na dwa miecze)

Idzie odebrać obiecaną nagrodę:

pół królestwa

(druga połowa obiecana w testamencie)

i całą, choć niedużą, królewnę

Dumnie kroczy po miękkim dywanie

spluwa dla równowagi

raz w lewo, raz w prawo

Królewna podziwia

muskuły, blizny, zdecydowany chód

„Może trochę nieokrzesany – myśli – ale to takie ekscytujące”

Ślub był piękny, potem wesele, poprawiny, potańcówki, popijawy

A potem życie:

„Powiedz mi coś miłego”

„Porozmawiajmy o naszej relacji”

„Czy ty mnie kiedykolwiek kochałeś?”

„Dlaczego mnie nie słuchasz?”

Widzieliście może rycerza

w niezbyt lśniącej zbroi?

Bo gdzieś zniknął

 

tekst: Jacek Gientka

rysunek: Elżbieta Rowińska-Garbień

„Bajki dorosłych”, Jacek Gientka & Barbara PopławskaWYDAWNICTWO FUNDACJA FESTINA LENTE, ISBN 978-83-7904-171-8

C – jak czas

Zmiana czasu. Przestawianie zegarków. Godzina więcej, godzina mniej. Co zrobisz z dodatkową godziną? Na czym ją spędzisz?

Czas jest jednym z ważniejszych tematów poruszanych w gabinetach psychoterapeutów. Zawsze gdzieś w tle jest przeszłość, przyszłość, teraźniejszość – i ciekawość, gdzie żyje klient.

Zdarza się, że żyje przeszłością – np. tym, co ktoś mu zrobił, jak skrzywdził. A czasem powiedział coś miłego. Niektórzy, jak Al Bundy ze „Świata według Bundych”, rozpamiętują, że kiedyś (w liceum) zdobyli cztery przyłożenia w jednym meczu i gdyby nie małżeństwo, pewnie byliby na kartach kolekcjonerskich z najsłynniejszymi bejsbolistami. Życie w takiej perspektywie czasowej oznacza, że najczęściej przeżywanymi uczuciami stają się: tęsknota za tym, co było, żal, że już tego nie będzie, poczucie krzywdy, czasem chęć zemsty albo pragnienie uzyskania przebaczenia. Niektórzy chcą usłyszeć od osoby, która nas raniła, że przeprasza, że zdaje sobie sprawę, że nie chciała. A najlepiej – że od teraz już będzie inaczej, idealnie.

Niektórzy żyją tylko przyszłością. Wyobrażają sobie, jakie to cudowne rzeczy będą w stanie kiedyś zrobić (jak już zaczną coś robić). Albo odwrotnie, straszą się nieszczęściami, które na nich spadną, bo wszystko musi się źle skończyć, a im bardziej się straszą, tym bardziej ten lęk wydaje się scenariuszem, który musi się spełnić, a nawet już zaczyna rozgrywać się – w wyobraźni. Jakie uczucia przeżywa ktoś, kto żyje przyszłością? Jeśli ma wielkościowe, narcystyczne fantazje, niepoparte możliwościami lub pracą nad sobą, wtedy pojawia się na przemian nadzieja i niepewność oraz lęk lub złość na siebie i innych, gdy przytrafiają się bolesne zderzenia z rzeczywistością. Jeśli przeważają czarne myśli, taki ktoś żyje w ciągłym lęku, napięciu, przygnębieniu i niepewności.

Niektórzy potrafią żyć na przemian (albo jednocześnie) przeszłością i przyszłością, jakby stali w wielkim rozkroku na dwóch kawałkach kry odpływających w przeciwnych kierunkach. Odczuwają wtedy żal, lęk, smutek – wszystko naraz. Mało zostaje na przeżywanie codzienności, spontaniczność.

Zbyt dużo przeszłości – niedobrze, przyszłości – niedobrze, czyli teraźniejszość jest najlepsza? Czy rozsądnie jest żyć samą teraźniejszością, jak konik polny z bajki Jeana de La Fontaine „Konik polny i mrówka”? Czy to jest w ogóle możliwe? Wszyscy zachęcają do „tu i teraz”, czy oznacza to, że mamy zupełnie nie myśleć o przeszłości i przyszłości? Żyć chwilą, uciekać od lęku przed tym, co będzie i żalu za bezpowrotnie straconym czasem?

Przeszłość już była. Nie możemy jej zmienić. Ale można wyciągnąć naukę, zidentyfikować schematy, które wytworzyły się w znaczących związkach z innymi, dostrzec, dokąd nas prowadziły minione decyzje i próbować modyfikować wzorce zachowań czy relacji, które były naszym udziałem. Przyszłości jeszcze nie ma, ale możemy dbać o to, żeby była jak najlepsza, zachowując jednak rozsądek, a nawet pokorę, ponieważ nie da się mieć wszystkiego pod kontrolą. Bycie „tu i teraz” to korzystanie z dnia dzisiejszego, życie pełnią życia, ale ze świadomością i akceptacją tego, co za nami i ze spoglądaniem od czasu do czasu w przyszłość – czy droga, którą wybraliśmy, wiedzie we właściwą stronę, czy nie trzeba skorygować kierunku. Warto zadbać o taki balans pomiędzy wczoraj, dziś i jutro. Dzięki temu możliwe stanie się prawdziwe smakowanie życia. „Trzeba natychmiast żyć. Jest później, niż się wydaje”, jak napisał Baptiste Beaulieu.

Jacek Gientka

Psycholog, psychoterapeuta